Film tytułowy





 
Najnowsze video, najlepsze ujęcia z wielu
nakręconych na Łysej Górze i w Alpach


Wykonałem sporo zdjęć i filmów. Wszystkie prace udostępniam Wam od dawna. Fotografowałem i filmowałem Was, kiedy pokonywaliście tory slalomowe podczas treningów. Nigdy jakoś nie wpadłem na pomysł (albo i nie miałem czasu), aby nagrać moje ewolucje. Wreszcie któregoś pięknego poranka ustawiłem kamerę na statywie i wykonałem pierwsze ujęcia śmigu. I TAK SIĘ ZACZĘŁO. Zacząłem kompletować różne nagrania przejazdów – archiwizowałem je od roku 2011. Dzisiaj uznałem, że trzeba nareszcie zmontować z tych materiałów film. Po całym dniu spędzonym przy stole montażowym oddaje w Wasze ręce moje najnowsze video :). Zapraszam do oglądania.

Jeżdżę więc jestem

Fotografując czy filmując trzeba stać po tej stronie kamery co celownik. Nigdy nie było mnie po drugiej stronie. Dlatego wiele osób mówiło mi: "- Zrobię Ci zdjęcie. Zwykle w pośpiechu nie myślałem o tym. W którymś momencie znalazłem sposób, aby zobaczyć się częściej na zdjęciach bez pomocy innych. Niezbędny sprzęt: narty, kijki, kamera, stabilny statyw i trochę cierpliwości – trzeba się nachodzić. Dzięki video mam większe szanse poprawić sylwetkę. Autokorekta! Własna kamera ustawiona na statywie, kilka chwil poświęconych na kadrowanie. Naciskam spust i mam siebie na dysku. Jedno kliknięcie, i... widzę swój śmig na ekranie. Na wstępie przedstawiam archiwalne zdjęcia. Ukazują one jak posługiwałem się nartami za młodu, jaki poziom jazdy reprezentowałem. Jak pasja kierowała moim życiem już wtedy. Musiałem być mocno zmotywowany, skoro wykonywałem tak trudne i wymagające dużej kondycji wyprawy narciarskie na łaty śniegu w Karkonoszach. Czerpałem z nich niewątpliwą przyjemność. A przecież odbywałem prawie dwugodzinny marsz z plecakiem na Łabski, Smogornię, do Śnieżnych Kotłów, do Żlebu nad Samotnią. Z nartami na plecach i wykonywałem kilkadziesiąt skrętów "na podchodzeniu". Nigdy nie zapomnę tych chwil. Poniżej zdjęcia z kursokonferencji SITN - IW. A w drugiej części (Karkonosze) - zdjęcia archiwalne.

Śmig

Demonstruję z upodobaniem śmig. Jest to moja ulubiona ewolucja. Przez całe lata doskonalę ten styl jazdy. A wzorce czerpałem (jak większość polskich instruktorów) od austriackich narciarzy. Wprowadzili oni technikę bazującą na kontr-rotacji i "grze nóg" - czyli po prostu wykonanie śmigu. Długie lata ten sposób jazdy nie ulegał zmianie. Podobnie jak kristiania równoległa nisko-wysoko-nisko. Zapatrzony w tych alpejczyków starałem się jeździć pięknie, elegancko. Całe życie uczyłem się, doskonaliłem - cyzelowałem ruchy. Jak trzeba było zmieniałem ułożenie tułowia. W efekcie jeżdżę tę ewolucję nieco inaczej jak przed laty. Teraz "stoimy" na deskach frontalnie. Nie ma mowy o kontr-rotacji. Ale elegancja została. Tego "nalotu" nie sposób się pozbyć (zresztą, wcale nie chcę się go pozbywać). Nawet w erze nart taliowanych. Te nowoczesne narty pozwalają na wszystko. Nie tylko na jazdę na krawędzi. No i w Programie Nauczania PZN mamy nadal skręt równoległy NW, skręt równoległy ślizgowy.
Po krótkiej fascynacji "skrętem ciętym" (niezbędnym w pokonywaniu torów slalomowych) do łask wróciło płaskie prowadzenie nart, przydatne w wielu sytuacjach w terenie, w żlebach, i na dobrze przygotowanych stokach. Zacytuję jeszcze opis śmigu, który znajduje się w rodzimym programie nauczania: